Nie mogłem się oprzeć. W samo sedno :)
czwartek, 14 kwietnia 2016
wtorek, 5 kwietnia 2016
Jak polubic nowe pomysły szefa?
Dobra organizacja
pracy w sposób efektywny podnosi wydajność i redukuje koszty. W dzisiejszych
czasach przedsiębiorstwo chcące odnieść sukces rynkowy musi zdawać sobie sprawę
z fundamentalnej roli tego procesu. Nieprzecenione zasługi na tym polu odgrywa Lean
Management i jego elementy wdrażane w rosnącej liczbie organizacji. Pojawia się
jednak pytanie: czy samo sformułowanie doskonale przygotowanych procesów i
procedur jest jednoznaczne z podniesieniem wydajności i efektywności?
Od wielu lat przyglądam się przedsiębiorstwom i ich procesom
dochodząc do wniosku, że najlepiej przygotowany schemat działania bez
„uzbrojenia” go w odpowiednie narzędzia może okazać się jedynie ciekawą teorią.
W jeszcze innych (gorszych) przypadkach może stać się zarzewiem konfliktów
wewnątrz organizacji przynosząc zgoła odmienny efekt do zamierzonego. Jednak
najczęściej spotykanym stanem jest: kłopot, a właściwie kłopotliwy obowiązek
wynikający z przyjętych strategii i założeń zarządu na temat rozwoju.
Wylano już morze słów na temat sposobów wdrożenia
odpowiednich procedur, szkoleń, poszukiwania i przygotowania „ambasadorów”
zmian, itp. Nie dołączę do tej rzeszy specjalistów, którzy z reszta mają rację,
chcę jednak zwróć uwagę na aspekt, który często umyka pomysłodawcom zmian. A gdyby
tak, oprócz budowy doskonałego procesu sprawić, by praca z nim była przyjazna
użytkownikowi?
Być może moje podejście podyktowane jest „skażeniem” pracy w
branży IT, gdzie oprócz samego działania oprogramowania ważny jest też jego:
wygląd, intuicyjność, czy wydajność. Proszę się zastanowić. Przed erą Windows
(tak, istniała taka) oprogramowanie pozbawione było zupełnie interfejsu
graficznego, wszystkie operacje trzeba było wykonywać tylko w trybie tekstowym,
a obsługa nawet dość prostego programu wymagała choćby minimalnego szkolenia.
Dzisiaj, większość z nas po instalacji nowego programu po prostu zaczyna go
używać. A co jeśli można by tak samo zrobić z nowymi procesami w firmie?
Sądzę, że wszyscy zgodzimy się, że taka sytuacja jest tak
samo idealna jak nierealna. Niestety „You can’t always get what you want” jak
słusznie mówią słowa piosenki, ale gdybyśmy jednak spróbowali zbliżyć się do
tej utopijnej idei? Załóżmy, że od strony teoretycznej zrobiliśmy wszystko jak
należy i na biurku leży gotowy projekt procesu, mamy zebrany sztab osób
odpowiedzialnych za wdrożenie go, potrzebujemy jednak narzędzi, aby przeleć
treść z papieru do naszej rzeczywistości. Nic prostszego! Użyjemy Excel-a!
Błąd! Dlaczego? Otóż mam złą informację: Excel to doskonałe narzędzie, ale
niestety nie uniwersalne, nie ma takich.
Co nam daje użycie Excel-a? To, że jest dostępny na każdym
komputerze w biurze, że każdy w mniej lub bardziej zaawansowany sposób potrafi
go obsługiwać, itp. To wiemy, bo większość z nas korzysta z niego niemal codziennie.
Z punktu widzenia procesu, który ów arkusz ma obsługiwać wygląda to tak:
ręcznie uzupełniamy dane w przygotowanym arkuszu, zapisujemy plik i wysyłamy
mailem do następnego użytkownika w procesie lub (co gorsza) drukujemy arkusz.
Nasz arkusz wyrusza elektronicznie lub per
pedes w magiczną podróż po wszelakich zakamarkach biur, biurek i szafek,
pieczątek i podpisów. Brzmi znajomo? A czy temat maila „Re: Fwr: Re: Re:”
wygląda znajomo? Czy taki proces jest wydajny? Efektywny? Przyjazny
użytkownikowi i łatwo akceptowalny?
Majsterkuję, lubię siedzieć w swoim prowizorycznym
warsztacie, zorganizowanym w garażu. Bawię się w tworzenie drewnianych
konstrukcji typu meble, czy altany – takie utylitarne hobby. Oczywiście
potrzebuję przeróżnych narzędzi, są tu piły, dłuta, wkrętaki, młotki i wiele
innych. Każde z nich jest przydatne w moim warsztacie, każde ma swoją funkcję i
przeznaczenie. Czasem zdarza mi się użyć jakiegoś narzędzia w sposób inny niż
jest mu przeznaczony, jak choćby dłuta żeby odkręcić śrubkę. Efekty? Czasem się
udaje, ale czasem kończy się to długotrwałym szlifowaniem dłuta żeby odzyskało
swój kształt i właściwości przynależne dłutom.
Podobnie jest z pracą nad wdrożeniem procesów. Użycie
nieodpowiedniego narzędzia może zrujnować materiał, nierzadko drogi materiał i
zburzyć nasze nadzieje pokładane w jego potencjalnym wykorzystaniu.
W ostatnim czasie
zmierzyłem się z takim procesem w fabryce jednego z wiodących graczy branży motoryzacyjnej. Proces rejestracji Kaizen-ów odbywał się tam właśnie na podstawie arkuszy
MS Excel. Nie wdając się w szczegóły był to proces w dużej mierze „ręczny”.
Zadaniem Vialutions było przekonwertowanie tego „analogowego” procesu na język
cyfrowy. W tym celu stworzona została platforma dostępna w sieci intranet
fabryki zawierająca formularz wypełniany przez użytkownika. Wewnątrz
rozwiązania „zaszyliśmy” wszystkie niezbędna algorytmy i przepływy pracy
niezbędne do sprawnego rejestrowania i zarządzania Kaizen-ami.
Digitalizacja procesów biznesowych, w czym się specjalizuję,
pozwala na wprowadzenie nowej jakości nie tylko na płaszczyźnie zwiększenia
wydajności pracy, ale zwiększenia jej ergonomii poprzez wprowadzenie
odpowiednich rozwiązań do obsługi wdrażanych lub istniejących procesów. Ale, co
chyba jest najważniejsze zwiększa poziom akceptacji zmian i ułatwia ich uruchomienie.
Dlatego należy zwrócić szczególną uwagę nie tylko na samą architekturę zmian,
czy procesów, ale również zadbać o odpowiednie narzędzia, które staną się
dodatkowym ambasadorem naszego przedsięwzięcia. Bo przecież nie zależy nam
tylko na wdrożeniu, ale na jego faktycznym działaniu!
Chcesz wiedzieć więcej?
Sprawdź stronę Vialutions lub skontaktuj się bezpośrednio ze mną!
wtorek, 13 października 2015
Potworna krzyżówka.
Zbliżają się Targi Pracy na Politechnice Wrocławskiej.
Wspólnie z inną firmą postanowiliśmy spróbować naszych sił w połowie ciekawych
okazów do naszego nowego biura. Powstało oczywiście pytanie, w jaki sposób
można: a) zachęcić studentów do pracy u nas (tak, już od dawna w branży IT jest
rynek pracownika), b) znaleźć takich, którzy nie tylko liczą na darmową kawę i
dostęp do szybkiego internetu. Jak to zrobić? Po pierwsze kupić duuużo Krówek –
check! To pozwoli na przyciągnięcie niezliczonej rzeszy wygłodniałych żaków J
Ale, na poważnie: zastanawiałem się w jaki sposób można
zachęcić i jednocześnie zweryfikować potencjalnego kandydata. Myślałem o
zabawkach logicznych, ale to jednak zbyt banalne i nie do końca jest w stanie
określić potencjał. W końcu pomyślałem o zadaniu, a raczej zagadce
programistycznej – niezły pomysł, tylko samemu trzeba mieć większą wiedzę, żeby
takową opracować. W końcu stanęło na krzyżówce.
Bazując na pytaniach rekrutacyjnych z zakresu .NET stworzyłem
taki zestawik:
Bazując na pytaniach typu: „Co to jest xxx?” wstawiałem do
krzyżówki „xxx” a do jego opisu odpowiedź. Okazało się, że stworzyłem potwora,
z którym ciężko było się uporać moim kolegom programistom. Ciekawy jestem jak
pójdzie studentom :D
piątek, 9 października 2015
Procesy uniwersalne.. istnieją?!
Wnioski urlopowe, są w każdym przedsiębiorstwie. Duże, czy
małe – nieważne, wszędzie je znajdziecie. Najczęściej jest to jakiś szablon
dokumentu do uzupełnienia i przekazania osobie, która może go zaakceptować.
Czasem jest to szereg osób, które trzeba odwiedzić, albo, którym należy
przekazać odpowiedni dokument. Czasem to kwestia kilku (nastu) minut, czasem to
wycieczka krajoznawcza z całym szeregiem atrakcji.
Ze względu na wszechobecność i uniwersalność tego procesu
jest on zwykle wdrażany przez nas w pierwszej kolejności. Jest on na tyle
wdzięczny, że skutki jego uruchomienia widać niemal natychmiast. Z drugiej
strony (tej deweloperskiej) na tyle nudny, że nie poświęca się mu wiele czasu.
Ot workflow, lista, czasem jakiś look-up, nic ciekawego. No dobrze, czasem
zdarzają się wieloetapowe i złożone procesy akceptacji takiego wniosku, na
przykład taki:
I tu można się nieco wykazać J
Chociaż do dzisiaj pamiętam pewien workflow, który po
rozpisaniu zajmował niemal 6 arkuszy A3, a śledzenie powiązań i zależności było
poziomem skomplikowania zbliżone do powiązań między bohaterami GoT. Ale
wracając do naszych wniosków, tak sobie pomyślałem niedawno, że z puli
przeróżnych procesów biznesowych można wyłuskać pewną ich ilość, które swą
uniwersalnością i powszechnością, są przydatne niemal w każdym
przedsiębiorstwie.
Tak powstała pewna koncepcja, która ma spore szanse na
realizację. Otóż idąc tym tropem pomyślałem sobie, że gdyby istniało takie
miejsce, w sieci, gdzie mogę skorzystać z takiego procesu on-line, bez
konieczności wdrożenia, opracowania, itp., a przy okazji za niewielkie
pieniądze… co o tym myślisz?
Etykiety:
analiza it,
automatyzacja pracy,
dms,
e-kancelaria,
obieg dokumentów,
Office365,
sharepoint,
usługi IT,
Vialutions,
wniosek urlopowy,
workflow
środa, 30 września 2015
Diabeł tkwi w szczegółach
Moi koledzy ostatnio bawili się w produkcje ciekawej
aplikacji dla istniejącej już platformy SharePoint (SP). Co do zasady: pewnie
każdy, kiedyś w swoim życiu miał okazję pofatygować się do biurowca. W recepcji
tegoż zapytano go o cel wizyty i poproszono o podanie danych do zarejestrowania
wejścia. Na podstawie tych danych wydano kartę z napisem: „gość” i wpuszczono
dalej.
Otóż jeden z naszych klientów zamarzył, aby taki system
rejestracji zbudować na platformie SP. To do roboty! Musimy stworzyć
(odwzorować) książkę wejść – łatwizna. Skorelować ją z kalendarzami
użytkowników (aby na recepcji wiedziano, że w kalendarzu danej osoby faktycznie
jest człowiek, który chce dostać się do budynku lub osobę odpowiedzialna za
kontakt z takowym) – da się zrobić. Dodatkowo, nasz klient zażyczył sobie, aby
swoje dane „gość” potwierdzał własnoręcznym podpisem – tak jak to jest w
przypadku rejestrów papierowych.
Zamówiliśmy specjalny sign-pad,
oprogramowaliśmy odpowiednio SP, aby odczytywał informacje z niego i zapisywał
w odpowiednich miejscach na liście gości. Do rozwiązania oczywiście musiały
zostać dodane raporty odwiedzin, statystyki, etc. Nie trwało to długo, ale
wynik końcowy był (z perspektywy programistów) cudowny! Rozwiązanie przeszło
wszelkie testy i zostało dostarczone klientowi.
Przyszedł czas szkolenia użytkowników. Mój kolega pojechał
do siedziby klienta, a ponieważ jest tam sporo osób do przeszkolenia wybył z
biura na 2 dni. Dzisiaj wrócił. „Jak było?! Jakie były reakcje?!?”. Szkolenie
przebiegło bezproblemowo, ale też bez entuzjazmu szalonego w części opisującej
(błyskotliwe według programistów) rozwiązania zawarte w aplikacji. Doszło do
opisu sign-pada…. „Wooow! Ale on ma
fajny kolorek! I jaki design!! Patrzcie! Ma też kolorowy wyświetlacz! Ale
czad!!!”, słowem: pełen sukces, szampan, oklaski i serpentyny!!!
Jakże pokrętne są gusta i oczekiwania klientów…
poniedziałek, 28 września 2015
Tag, OCR, skan.. klocki, którymi lubię się bawić!
O wyszukiwaniu i kłopotach z nim związanych miałem już
okazję wspomnieć, ale oto pojawił się nowy projekt tyczący się tej materii,
dlatego postanowiłem kilka słów na ten temat dorzucić.
We wcześniejszym wpisie wspominałem sytuację, a właściwie
funkcję „kontekstowego” wyszukiwania w zasobach umieszonych na MS SharePoint. Ci,
którzy mieli okazję wyszukiwać dokumenty w dużym zbiorze jedynie po ich treści
zapewne spotkali się z sytuacją, kiedy wyniki wyszukiwania zwracane są w
setkach. Wystarczy choćby wyszukać słowo „oferta” w zasobie działu handlowego,
aby mieć rozrywkę z poszukiwaniem właściwego pliku przez kilka godzin. Zakładam
oczywiście, że wszystkie dokumenty są „przeszukiwalne” (z braku innego słowa),
w tym wszystkie skany zostały z-ocr-owane (strasznie dużo koślawych neologizmów
dzisiaj). Do skanowania i OCR wrócę niedługo, ale na potrzebę chwili uznajmy,
że nasz SharePoint jest w stanie „zajrzeć” do środka każdego pliku.
Niby wszystko fajnie działa, ale jak wspomniałem wcześniej
jest mały kłopocik w przypadku zbyt ogólnych zapytań. Jak z tym walczyć? W
świecie analogowym można by do każdego dokumentu dodawać fiszki z opisem jego
zawartości. Przy czym założenie jest takie, że mamy ograniczony zasób słów,
którymi możemy się posiłkować przy opisach (aby nie wprowadzać chaosu). Sytuacja
nieco absurdalna z punktu widzenia wielu setek dokumentów, prawda. W świecie
cyfrowym, a w szczególności w SharePoincie bez takich „fiszek” nasz zasób
dokumentów wkrótce stanie się śmietnikiem. I tu pojawia się nowy termin: tag.
Co to jest, ano (w dużym uproszczeniu) to nasza „fiszka”, dzięki której możemy
w prosty sposób opisać zawartość dokumentu. W najprostszy sposób można to
zobrazować informacjami, jakie są dopisane do każdego pliku w znanych wszystkim
folderach, gdzie oprócz nazwy mamy typ, rozmiar, etc.
No dobrze, świetny pomysł! Tagowanie (czyli dodawanie tagów)
to naprawdę użyteczna rzecz, tylko czy to oznacza, że muszę opisywać osobno
wszystkie pliki, które chcę umieścić na SharePoincie? No cóż, jeśli ma to
działać, tak! Ale ja nie mam czasu! Hmm… na szczęście tagowanie może odbywać
się w pełni automatycznie lub z małą pomocą użytkownika. Jak? Ano, istnieją
rozwiązania, dzięki którym pewne charakterystyczne cechy dokumentu zostaną
rozpoznane automatycznie, a tagi uzupełnione zgodnie z uprzednio wprowadzonym
wzorem. W praktyce wygląda to tak, że użytkownik skanuje dokument, ten po
przejściu OCR jest analizowany automatycznie i kategoryzowany. Oczywiście
użytkownik może całą procedurę przeprowadzić ręcznie, albo tylko zatwierdzić
wynik analizy, ale lwia część pracy jest już wykonana za nas!
W projekcie, o którym po krótce tu wspominam, tworzyliśmy
właśnie taki mechanizm automatycznego tagowania. Z ciekawych rzeczy dodam
jeszcze, że mechanizm ów po analizie dokumentu wysyła powiadomienie do
konkretnego użytkownika (np. obsługującego danego klienta), że w SharePoincie
pojawił się nowy dokument i czeka na dalsze kroki. A to tylko wierzchołek góry
lodowej automatyzacji pracy z dokumentami jakie stanowią nasze „typowe” zadania
;)
Zapraszam do kontaktu!
poniedziałek, 21 września 2015
Konsultacje społeczne? Komu to potrzebne?!
Załóżmy, że Vialutions przygotowało rozwiązanie dla Twojej
firmy. Przeszło wszystkie testy, każdy element działa poprawnie, jest
intuicyjna i „user friendly”, słowem: sukces pełną gębą! Tylko nikt w Twojej
firmie jej nie używa. Co się stało? Wszyscy nadal tkwią w Excelu, albo wolą działać
według starych, utartych zasad. Jak to się stało? Ano tak:
Managerowie i zarząd zdecydowali o wprowadzeniu
innowacyjnego rozwiązania. Z ich punktu widzenia, wszystkie procedury i
funkcjonalności zostały opisane i zaprogramowane. Długo głowili się z
konsultantami, architektami i programistami jak, w najlepszy sposób przygotować
rozwiązanie. W końcu zdecydowali się na jakąś wersję i poszło.
Czego zabrakło? W polityce nazywa się to: konsultacje
społeczne, w informatyce, a właściwie w branży IT: nie mam pojęcia, ale tworzenie
aplikacji dla pracowników przez osoby z niej niekorzystające to pewny sposób na
wydanie pieniędzy w błoto i stworzenie nienajlepszego wizerunku zarządu.
Dlaczego ta historia jest nieprawdziwa? Bo Vialutions nie
poszłaby na taki układ ;) Może nie jest to najlepsze podejście komercyjne, ale
zależy nam bardzo, na tym aby stworzona aplikacja, czy rozwiązanie było
akceptowane przez rzeczywistych jej użytkowników i przede wszystkim było
używane. Czy da się połączyć zamysł zarządu z potrzebami szeregowych
pracowników? No pewnie! Jak? No cóż, sprawdź nas ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





